Plac Zbawiciela

dramat 2006

  • 02.03.2024 21:10- TVP Polonia
  • 04.03.2024 02:10- TVP Polonia
Krytycy i publiczność zgodnie uznali ...

Krytycy i publiczność zgodnie uznali "Plac Zbawiciela" za jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Potwierdzeniem jego klasy były nagrody przyznane mu w 2006 r. na festiwalu filmowym w Gdyni: Złote Lwy dla najlepszego filmu, nagroda za pierwszoplanową rolę kobiecą dla Jowity Budnik i za drugoplanową dla Ewy Wencel, a także nagroda za muzykę i nagroda dziennikarzy. Jeśli dodać do tego cztery Orły - Polskie Nagrody Filmowe, a także nagrody na festiwalach w chińskim Suzhou, w Valladolid, Trieście, Tarnowie, Wrześni i na przeglądzie Camerimage, trudno nie zgodzić się ze sformułowaną na wstępie opinią. Na wyobraźnię widzów dodatkowo działała wiadomość, że ten przejmujący dramat oparto na autentycznych wydarzeniach. Słowem, samo życie, typowy polski obrazek. Początkowo nic jednak nie zwiastuje późniejszej tragedii. Młode małżeństwo: Beata i Bartek Zielińscy z dwoma synkami - Dawidem i Adrianem - ma niebawem odebrać klucze do własnego mieszkania w budynku, który powstaje gdzieś na obrzeżach stolicy. Przeznaczyli na to wszystkie posiadane pieniądze, znaczną sumę dołożyła też matka Bartka, Teresa, od dziesięciu lat wdowa. Młodzi żyją tylko z jednej pensji, a czeka ich jeszcze wiele wydatków. Muszą więc zacisnąć pasa. Dlatego rezygnują ze względnej samodzielności i przenoszą się do Teresy, która mieszka w centrum Warszawy, przy tytułowym Placu Zbawiciela. Wszyscy pocieszają się jednak, że taka sytuacja potrwa krótko, bo przecież niebawem Beata i Bartek będą na swoim. Dramat zaczyna się z chwilą, gdy okazuje się, że deweloper zbankrutował, budowę wstrzymano, a mieszkania przejął bank. Aby uzyskać prawo własności, trzeba wpłacić dodatkowe i to niemałe pieniądze. Zielińscy, podobnie jak reszta przyszłych lokatorów, ich nie mają. Nie mają też szans na inne mieszkanie, co gorsza, popadli w znaczne długi. Kolejnego kredytu bank im nie udzieli, szef Bartka nie chce żyrować mu pożyczki, koledzy i znajomi też odmawiają pomocy. Kredyt mogłaby wziąć Teresa, ale to z kolei dla niej znaczne obciążenie. Już teraz w znacznym stopniu utrzymuje rodzinę syna. Uważa, że to raczej Beata powinna pójść do pracy, zwłaszcza że dzieci już podchowane. Kłopot w tym, że synowa niewiele umie: przerwała studia, gdy zaszła w ciążę i już na uczelnię nie wróciła. Teraz rozsyła oferty, ale nie dostaje odpowiedzi, wizyty w pośredniaku też nie przynoszą efektu. Beata coraz gorzej czuje się w domu teściowej. Ta zresztą nigdy jej nie lubiła, widząc w niej tylko wiejską prostaczkę, która uczepiła się jej syna. Im bardziej więc oddala się perspektywa wyprowadzki młodych, tym bardziej narasta wzajemna niechęć, mnożą się pretensje i konflity: o pieniądze, o bałagan w pokoju zajmowanym przez rodzinę syna, o nieumiejętne poszukiwanie pracy przez Beatę, o odbieranie dzieci z przedszkola, jeśli już dziewczyna pracę znajdzie. Teresa trzyma stronę syna, egoisty, którego nie nauczyła w porę ani odpowiedzialności, ani miłości, bo sama była zbyt oschła i zimna. Teraz jest głównie zgorzkniała i rozczarowana tyleż życiem własnym, co swego jedynaka.Nawet gdy Bartek porzuca Beatę i dzieci dla innej kobiety i wyprowadza się z domu, brutalnie bijąc żonę na pożegnanie, nie potrafi go stanowczo potępić. Dopiero gdy synowa popadnie w głęboką depresję, zdobędzie się na ludzki odruch, spróbuje przemówić do sumienia synowi i jego kochance. Na ratowanie czegokolwiek będzie już jednak za późno. Staczająca się po równi pochyłej Beata - całkowicie osamotniona, niezaradna, zrozpaczona - posunie się do ostateczności.


stacja telewizyjna
typ programu
podkategoria program
pierwsza emisja
02.03 21:10